Dl Dlaczego dni są takie smutne. Życie tłucze się bez nadziei na lepsze
jutro. Jest mi źle i czuję się bezsilny na otaczający mnie, okrutny świat. Mam
nadzieje że w końcu coś się zmieni, coś pęknie w tym zasranym, ponurym życiu. Ta monotonność mnie dobija.
Cały czas myślę że jutrzejszy dzień będzie dużo pozytywniejszy od całej reszty.
Tak bardzo chcę już spać żeby nie myśleć o problemach dnia codziennego. Zmuszam
się , wymuszam i już nie wiem czy to jawa czy sen czy tylko moja wyobraźnia
działa. Wszystko mi przeszkadza i kołdra z merynosa
i poduszka welurowa i łóżko. I co dalej, co to zmieni czy mam się przenieść
winny wymiar? Ten całokształt mnie przerasta, można to podciągnąć pod silną
depresje. Nie tak miało być choć nikt nie mówił że będzie łatwo. To prawda.
Męczę się, kręcę, przewracam, duszę tłamszę w sobie krzyk. Jest to rozpacz,
wołanie o pomoc. Ale nikt nie chce pomóc, nikt mnie nie słyszy, nikogo nie ma,
czuję się bezsilny. Jestem sam. Tylko ja i ciemny, przerażający pokój. Kiedy
wreszcie nastąpi przełom, kiedy coś pęknie i wyleje się miłość i dobroć ludzka.
Czekam na tę chwilę tak długo czekam….. To co czuję, co myślę to przemyślane
tragedie życiowe. Zasypiam. Jedwabna pościel sprawiła że śnie o ludziach dobrej woli, wrażliwych i czułych na
ludzką krzywdę. Kocham i jestem kochany co prawda tylko we śnie ale zawsze to
już coś. Rzeczywistość jest okrutna więc nie chcę się obudzić. Nie chcę patrzeć
na niepełnosprawność i ból narodu. Żywy ogień rozrywa mi klatkę piersiową, nie mogę
zaczerpnąć powietrza. Budzę się zlany potem w rozerwanym aksamitnym podkoszulku. Czy to był tylko sen!? Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz